To stwierdzenie obserwuję bardzo często u najróżniejszych osób, które spotykam na swojej drodze. Swego czasu mogłem odczuć nieprzyjemność jego występowania na własnej skórze.
U mnie wyglądało to w następujący sposób: otóż wczesnym niedzielnym popołudniem odczuwałem psychiczny dyskomfort, rodzaj wewnętrznego niepokoju, lęku przed czymś, co niebawem ma nastąpić.
Postanowiłem znaleźć przyczyny powstawania tego powtarzającego się tydzień w tydzień stanu. Tak więc u mnie pierwotnym podłożem tego uczucia była szkoła… a właściwie lęk przed atmosferą tam panującą i klasówkami z rzeczy, których nie czułem potrzeby się uczyć.
Ważne, aby zdawać sobie sprawę, ze tym stanem organizm daje nam czytelny sygnał, że coś dzieje się nie tak, że na przykład środowisko w którym się poruszamy jest dla nas nieodpowiednie.
Jak już zaobserwujemy taki stan, to najlepszą metodą jest działanie (to najlepsza metoda na każdy stresor). Znajdź przyczynę, następnie opracuj działania zaradcze.
I zrób to wszystko natychmiast. Miłych niedziel.