Artur Jaworski 21 czerwca 2008 04:24 po południu
Pieniądze szczęście dają
Pieniądze, to moim zdaniem jeden z ciekawszych wynalazków człowieka. Dzięki nim nie muszę samodzielnie szyć ubrań czy produkować energii elektrycznej. Robię to co lubię a za uzyskane pieniądze kupuję niezbędne towary i usługi. Jednakże ze zdziwieniem obserwuję jak mało osób wykorzystuje te szansę i koncentruje się na pracy, z której mają być pieniądze a nie frajda.
Przypomina mi to błędne koło. Osoby, które otwarcie przyznają, że nie lubią swojej pracy zatracają się w kupowaniu. Bardzo często wydają o wiele więcej niż są w stanie zarobić, zadłużając się na całe dziesięciolecia. Bieganie za kredytami, urządzanie mieszkania na wysoki standard to wszystko zabiera czas i energię, które szczególnie w młodym wieku lepiej spożytkować na zwiększenie wartości rynkowej. Bez tego elementu, nie ma możliwości zwiększenie przychodów. Koncentracja sił i środków na dobrach materialnych skutecznie utrudnia naukę nowych umiejętności.
Obserwując moich znajomych, którzy w młodym wieku zdecydowali się na zakup mieszkania na kredyt zauważam kilka prawidłowości:
- Pozyskanie kredytu, pilnowanie developera oraz wykańczanie mieszkanie konsumuje potężne ilości czasu, które są inwestowane w ulotne dobra materialne (nie ma gwarancji, że nie stracimy tego bezpowrotnie).
- Konieczność płacenia raty kredytowej ma istotny wpływ na elastyczność w podejmowaniu wyborów życiowych. Przykładowo jeżeli sytuacja w aktualnym miejscu pracy ulega nagłej zmianie np. pojawienie się destrukcyjnego bezpośredniego menagera. Duże koszty stałe utrudniają szybkie opuszczenie toksycznego miejsca.
Nie jestem przeciwnikiem kupowanie mieszkania czy brania kredytów. Ważna jest kolejność i priorytety działań. Moim zdaniem o wiele cenniejsze są inwestycje w siebie niż w przedmioty.
Jeżeli ktoś swoją pierwszą pracę wykonuje do samej emerytury to albo miał niesamowite szczęście i od razu trafił na to coś lub zaprzestał poszukiwań. U mojego pierwszego pracodawcy opiekowałem się naprawami cystern kolejowych do przewozu towarów niebezpiecznych. Wykonywałem to w fizycznym świecie kontaktując się z dostawcami i dzierżawcami wagonów oraz w świecie wirtualnym odzwierciedlając koszty i historię napraw w systemie ERP. W międzyczasie pojawił się projekt funkcjonalnego upgradu oprogramowanie do nowszej wersji, którego byłem aktywnym członkiem. Było to niesamowite doświadczenie, które utwierdziło mnie, że właśnie taki rodzaj pracy chcę wykonywać. Oczywiście z uwagi na profil działalności mojego aktualnego wówczas pracodawcy, wymagało to przejścia do firmy konsultingowej, jednakże to były moje jedyne motywatory. Po prostu czułem wewnętrznie, że to chcę aktualnie robić. Co będzie dalej? Wątpię abym do końca moich dni zajmował się oprogramowaniem ERP. Jest tyle ciekawych dróg do wypróbowania, niektóre z nich nawet jeszcze nie istnieją. Na pewno będzie to coś co sprawia, że z przyjemnością wstaję rano z łóżka. Czego i wam życzę.
Maciek Slavia on 04 lipca 2008 at 13:16:25 #
Trzeba przyznać, że ten tekst podziałał na moją wyobraźnię. Niemniej nie zapominajmy, że hierarchia potrzeb człowieka zaczyna się od tych najniższych, przyziemnych (zabezpieczenie materialne, potrzeba sytości, snu itp.) w kierunku wyższych (spełnienie zawodowe, sprawy ducha). A takimi potrzebami są min. mieszkanie itp. Myślę, że dlatego właśnie ludzie biorą te kredyty i spłacają z grymasem na twarzy… I tu może być pole do popisu dla rodziców, przyjaciół, którzy mogliby właśnie studzić takie ryzykowne zapędy.
Artur Jaworski on 04 lipca 2008 at 13:52:42 #
Cześć Maciek,
Bardzo cenna uwaga. W pełni zgadzam się z hierarchia potrzeb człowieka. Piszesz: „A takimi potrzebami są min. mieszkanie itp. Myślę, że dlatego właśnie ludzie biorą te kredyty i spłacają z grymasem na twarzy”
Zawsze twierdzę, że ludzie są różni i to jest fajne. Jeżeli ktoś ma pomysł, aby mieszkanie było najważniejszym celem, któremu podporządkowana jest większość działań. Ja osobiście nie wiedzę przeszkód. Jednakże jednocześnie trzeba brać pełną odpowiedzialność za swoje decyzje i wybory oraz za zaniechania (np. przerwanie nauki drugiego języka). No i najważniejsza sprawa zdawać sobie sprawę i akceptować wszystkie dobre i złe strony danych decyzji. Tak, aby w przyszłości nie wskazywać rówieśników palcami i mówić: „Ci to mieli szczęście, tym to się udało”.
Pozdrawiam bardzo serdecznie, Artur
g on 04 sierpnia 2008 at 09:01:36 #
@Artur Jaworski
Zapominasz o jednej ważnej rzeczy - gdzieś trzeba mieszkać! Co proponujesz w zamian? Zamiast kredytu? Wynajem? Przy dzisiejszy stawkach, gdzie wynajem jest DROŻSZY od raty kredytu to chyba nie jest dobry pomysł? Mieszkanie z rodziami? Hmmm - tak też mozna ale ile, i ze swoja rodzina również mieszkać z rodziami? Stancja? Czyli co - w 5,6,7 osób w jednym mieszkaniu albo w pokoju u jakiejś babci?
Skoro skrytykowałeś pomysł mieszkań na kredyt - proszę podaj alternatywę… Podpowiedz innym.
Nie zrozum mnie źle - masz trochę racji - kredyt trzeba brać ze świadomością czym to “grozi” - po prostu szukam alternatywy…
Poza tym nie wspomniałeś o jednej rzeczy - kupno mieszkania to nei jest koniec świata. W sytauacji problemów finansowych czy innych sytuacjach “życiowych” można je zawsze sprzedać. Nie znaczy że musisz tam mieszkać do śmierci.
Pozdrawiam
Artur Jaworski on 04 sierpnia 2008 at 09:41:26 #
Witaj G,
W pełni się z Tobą zgadzam gdzieś, trzeba mieszkać.
W moim poście napisałem: „Nie jestem przeciwnikiem kupowanie mieszkania czy brania kredytów. Ważna jest kolejność i priorytety działań.”
Dokładnie chodzi mi o sytuację, gdy młody człowiek po kilku miesiącach kariery zawodowej, gdy jego wartość rynkowa jest w początkowym stadium rozwoju instaluje sobie kotwicę w postaci kilkudziesięcioletniego zobowiązania finansowego.
To zobowiązanie zmienia swobodę wyborów i elastyczność działania oraz konsumuje czas, który można spożytkować wydajniej.
Podstawa to odpowiedź na pytanie co jest dla mnie ważne w życiu ? Jeżeli głównym priorytetem jest mieszkanie w nieruchomości, którego właścicielem jest bank, ja nie widzę przeszkód, wolny kraj. Jeżeli cele są inne a mieszkanie to tylko miejsce do wypoczynku to nie można wokół niego organizować wszystkiego.
Piszesz: „Skoro skrytykowałeś pomysł mieszkań na kredyt - proszę podaj alternatywę…”
Poczekać. Co najmniej do czasu, gdy będziesz miał poczucie że wiesz czego chcesz od życia, gdy Twoje dochody będą powiedzmy kilka razy większe od średniej w danym mieście. Żyć swoim życiem a nie takim jak większość dookoła.
Piszesz: „Poza tym nie wspomniałeś o jednej rzeczy - kupno mieszkania to nei jest koniec świata. W sytauacji problemów finansowych czy innych sytuacjach “życiowych” można je zawsze sprzedać. Nie znaczy że musisz tam mieszkać do śmierci.”
Fakt, można. Z tym, że czasu, który zużyłeś na zdobywanie kredytów, pilnowanie developera, kupowanie mebli, szukanie ekipy remontowej nikt Ci już nie wróci. Ponadto wiele się może wydarzyć. Łącznie z tym, że z uwagi na spadek cen nieruchomości, sprzedaż mieszkania może nie pokryć wartości kredytu. Zostaniesz bez mieszkania i z długami.
Piszesz: „Czyli co - w 5,6,7 osób w jednym mieszkaniu albo w pokoju u jakiejś babci?”
Ja do czasu, aż mocno stanę na nogi wolę mieszkać u babci. Jakie korzyści mam z mieszkania u „siebie” (bank jest w akcie notarialnym) – mogę samodzielnie wybrać meble i kafelki do łazienki.
Można i tak, tylko pamiętaj o kosztach takiego przedsięwzięcia, ale nie tych które płacisz w racie do banku, a fakt że na okazję wyjechania na trzy miesiące do Madrytu patrzysz już zupełnie inaczej. Znosisz humory miernego menagera, bo masz duże koszty stałe, itd. Itp.
Pozdrawiam, Artur
g on 04 sierpnia 2008 at 10:34:29 #
@Artur
Nie do końca odpowiedziałeś na moje pytanie.
Na poczatku zaznaczę że zgzdzam się z Tobą co do głównego stwierdzenia - „Nie jestem przeciwnikiem kupowanie mieszkania czy brania kredytów. Ważna jest kolejność i priorytety działań.” Ja też nie jestem przeciwnikiem ani kupowania mieszkania anie brania kredytów i rózwież zgadzam się że ważna jest kolejność! 100% racji
Jednak chciałem zauwazyc że “każdy kij ma dwa końce” a mianowicie:
Piszesz: “Poczekać. Co najmniej do czasu, gdy będziesz miał poczucie że wiesz czego chcesz od życia, gdy Twoje dochody będą powiedzmy kilka razy większe od średniej w danym mieście.”
1. Zgadzam się ale to nie jest odpowiedź na moje pytanie. Chciałem żebyś mi powiedział “gdzie mieszkać?”. Mogę poczekać, ale powiedz mi gdzie mam mieszkać?
2. Dochody KILKA razy wyższe od średniej w mieście? Nie wiem co masz na myśłi mówiąc “kilka” (2x wyzsze to juz kilka?), ale to byłyby naprawdę duże pieniądze - zarabiajac np kilka = 5 x 3030 = 15 150zł/miesiąc to a) chyba wówczas nie masz problemu żeby kupić mieszkanie :)) i b) no to trzeba by czekać naprawdę sporo czasu żeby być na swoim :))
Zanim mi odpowiesz to pokaże ci moje warianty:
1) z rodziną
- po pierwsze musza być warunki lokalowe
- owszem można. koszty zerowe (czyżby - wypadałoby się dołożyć, więc jakiśkoszty są), komfort - niestety również ograniczony. Mając np 27 lat (jak ja) - trochę to “nie pasuje” chyba? Mógłbyś być bardziej ograniczony niż kupując mieszkanie
- gdy masz żonę/narzeczoną z którą chcesz mieszkać - to juz w ogóle ciezka sytacja. Poza tym - jak rodzina mieszka w jednym miejscu w Polsce a ty np pracujesz w drugim - wariant odpada na starcie.
2) wynajem pokoju u jakiejś babci lub stancji z innymi osobami
- z żoną/narzeczoną - odpada na starcie
- komfort - nigdy tak nie mieszkałem ale chyba niski… nie wiem - chciałbym sprowadzic sobie kolegów, to muszę właściciela pytać o zgodę, o ugotowanie obiadu, o skorzystanie z pralki, o późny powrót do domu też? Nie wiem - mozę się mylę, lae takie mieszkanie “kątem” u kogoś chyab jest kłopotliwe?
- to też są jakieś koszty - jeden pokój = 500zł może? (mówię o Warszawie bo akurat tuaj mieszkam)
3) wynajem mieszkania
- prawie to samo co własne
- duże koszty - w Wawie kawalerki przynajmniej od ABSOLUTNE MINIMUM 1000zł - normalne mieszkanie ok 1500-2000 (i to jest cena standardowa) tylko mi nie mów że to Wawa - tak bo tutaj mam prace
- stres że ktoś cięwywali z dnia na dzień (znam takie przypadki), a nawet nei jak z dnia na dzień to z miesiąca na miesiąc
Co do czasu mówisz “Z tym, że czasu, który zużyłeś na zdobywanie kredytów, pilnowanie developera, kupowanie mebli, szukanie ekipy remontowej nikt Ci już nie wróci”
Czasu bym nie liczył bo tak anprawdę musisz policzyć czas na poszukiwanie mieszkanai do wynajęcia. Mój kolega z pracy juz miesiąc szuka mieszkania…
Ale ok - podliczmy to na moim przypadku:
- kredyt - 1 dzień obszedłem wszystkie banki + 2 godz - złożenie wniosku, (ok 5 dni czekania - nie liczę bo nic wtedy nie robiłem) + 2 godz na podpisanie umowy
- szukanie mieszkania - myślę że tyle samo bym szukał do wynajęcia - nie liczę
- notariusz itp - ok 1 dnia
- remont - u mnie nie był konieczny - jeżeli bym chciał mogłęm zamieszkać, ale wolałem wyremontować - nie wiem jak policzyć ten czas… remont trwał ok 3 m-cy bo byłgeneralny - ja nic nie robiłęm - wszystko ekipa… “pilnowanie ich” - jeżdziłem 2-3 razy/tydz po pracy na 1 godzinkę…
- meble itp - toż to zama przyjemność meblować włąsne mieszkanko
I co - tak duzó czasu? Chyab nie…
Rata - mieszkanie spore, kredyt spory - ok 1800zł
Ale jakby ktoś chciał mniejsze i mniejszy kredyt - np połowę tego co ja - 900 zł, ok - niech będzie 1000 zł…
Wynajem - 1000 - 2000 zł
Rata - 1000zł + czynsz 300/400 = 1400zł
Rata minus wynajem - wi wychodzi na plus
Może za ładnie to przedstawiłem, ale chciałem pokazać że nie taki diabeł straszny jak go malujesz
Są też i minusy - ale może jak mi odpowiesz to podyskutujemy…
Pozdrawiam
Greg
g on 04 sierpnia 2008 at 10:37:13 #
przepraszam za literówki :S
Artur Jaworski on 04 sierpnia 2008 at 11:27:40 #
Wiotaj Greg,
Z przyjemnością z Tobą podyskutuję
Piszesz: „1. Zgadzam się ale to nie jest odpowiedź na moje pytanie. Chciałem żebyś mi powiedział “gdzie mieszkać?”. Mogę poczekać, ale powiedz mi gdzie mam mieszkać?”
Chyba nie będziesz ode mnie wymagać wskazania konkretnego adresu ?
Możesz mieszkać na stancji, wynająć mieszkanie z kilkoma osobami, opcji jest dużo. Piszesz, że w Warszawie drogo. Fakt, w Białymstoku jest tanie, ale i możliwości mniejsze.
Pytasz: „2. Dochody KILKA razy wyższe od średniej w mieście? Nie wiem co masz na myśłi mówiąc “kilka”
Mam tu na myśli około 10 razy średnia Warszawska.
Jest to do uzyskania, znam takie przypadki. Wykonując to, co się lubi i zarabiając 20 tysięcy netto zupełnie inaczej patrzy się na wszystkie rzeczy.
Odnośnie Twoich wariantów.
Dla mnie najważniejsze to brak balastów i pełna elastyczność, posiadanie kredytu skutecznie to uniemożliwia.
Często wymieniasz słowo komfort. Mieszkanie w lokalu banku jest na pewno najbardziej komfortowe. Jeżeli to jest dla Ciebie ważne to ok. Ludzie się różnią, mają różne potrzeby i priorytety. Odnoszę wrażenie, że ta dyskusja zmierza ku argumentacji co jest lepsze. Ale lepsze dla kogo ?
Ważne aby żyć swoim życiem, mieć na nie pomysł i plan. Robić to jest dobre dla Ciebie a nie będzie dobrze postrzegane czy jest najpopularniejszą opcją w społeczeństwie. Ktoś powiedział: „Jedzmy kupe, miliony much nie mogą się mylić.” Moim zdaniem mogą
Piszesz: „I co - tak duzó czasu? Chyab nie…”
Wszystko jest względne, dla mnie dużo. Między zabraniem komuś chwili z życia a całego życia jest tylko różnica skali
Twój przykład: „
Wynajem - 1000 - 2000 zł
Rata - 1000zł + czynsz 300/400 = 1400zł
Rata minus wynajem - wi wychodzi na plus ”
Można i tak ile osób, tyle dróg do szczęścia. Najważniejsze żeby Tobie wychodziło na plus.
Dla mnie ważne jest że, ten koszt wynajmu mogę w razie potrzeby błyskawicznie zlikwidować do 0. Moim celem jest wirtualizacja mojej pracy. To znaczy, że do jej wykonywania potrzebuję wyłącznie laptop i dostęp do Internetu. Umożliwia to pracowanie z dowolnego miejsca, np. w zimie z Madrytu ponieważ jest tam ciepło. Przy takim modelu, mieszkanie na kredyt jest obciążeniem i przeszkodą.
Jednakże, nie ma złotego środka, jednej najlepszej metody. Trzeba robić to co nam wewnętrznie czujemy za najlepsze.
Pozdrawiam, Artur
g on 04 sierpnia 2008 at 12:02:56 #
@ Artur
Ciekawa dyskusja moze z tego wyniknąć…
Nie wiem czy dobrze Cię zrozumiałem, więc zanim odpiszę proszę uściślij.
1. Z 2 w/w wypowiedzi że wg Ciebie można myśleć o kupnie mieszkania zarabiając przynajmniej 20 000 netto miesięcznie? Czy tak?
2. Podałem moje przykłady po to aby móc porównać alternatywy (nie żeby Ciebie przekonać do mojej opcji - tylko dyskutujemy). Ty nie podałeś żadnej - nie wymagam adresu
Powiedz za którą opcją się opowiadasz bo nadal tego nie wiem? 1, 2 czy 3? (tylko nie pisz że każdy musi zdecydować - to jest oczywiste - pytam Ciebie). Chcę porówać tę alternatywę z kredytem.
3. Piszesz że koszt wynajmu możesz błyskawicznie zlikwidować do 0 (nie wiem czy tak błyskawicznie, bo pewnie jakieś okresy wypowiedzenie obowiązuja, ale załużmy że tak jest). Powiedz mi więc co dalej? Będziesz bezdomny? Prawdopodobnie nie - nawet wyjeżdzając do wspomnianego Madrytu - gdzieś chyba musisz tam mieszkać? Za darmo?
Jak widzisz w moich wypowiedziach skupiłem się g ł ó w n i e na lokalu w którym można mieszkać - miejscu, pomieszczniu. Nie poruszam narazie innych wątków, które są niewątpliwie bardzo ważne, może napiszę coś konkretniej jak wróce do domu, bo w pracy nie mogę tego przemysłeć dokładnie
Pozdrawiam,
Greg
Pozdrawiam,
Greg
Artur Jaworski on 04 sierpnia 2008 at 13:22:01 #
Ad 1) Nie. Zarabiając taką kwotę inaczej patrzy się na zakup mieszkania. Ta z kredytem, zamknięciem transakcji po 30 latach i zapłaceniu rat odsetkowych nie jest jedyną. Jest masę opcji, które trzeba dopasować do własnych preferencji.
Ad 2) Pytasz którą opcję wybieram. Bez żadnej modyfikacji to żadnej.
Najbliżej mi do opcji 3. Piszesz, że to duże koszty. Ja, że to pojęcie względne. Właśnie z tego powodu polecam skupić cała uwagę na zwiększaniu przychodów a nie konsumowaniu.
Ad 3) Już tłumaczę co to znaczy błyskawiczne zlikwidowanie kosztu wynajmu do 0. Chcą wyjechać na pół roku do ciekawej lokalizacji i tam pracować nie muszę utrzymywać mojego aktualnego mieszkania. Po prostu rezygnuje z wynajmu. W przypadku mieszkania na kredyt, opłacam raty, czynsz, odsetki no i wynajem w nowym miejscu.
Inny zastosowaniem, dramatycznie zmienia się sytuacja w moim aktualnym miejscu pracy. Możliwość szybkiej redukcji kosztów stałych daje mi spokój ducha, który sobie bardzo cenię. Posiadając duże koszty stałe nie odważyłbym się zmienić pracy dopóki nie znalazłbym nowej.
Pozdrawiam, Artur
Henryk on 06 sierpnia 2008 at 11:16:22 #
No, ja uwazam, ze pieniadze doslownie placza sie pod nogi. Bo naprawde gdzie popatrze tam “widze” pieniadz i jak spokojnie bez upokorzen go zarobic.
Tomek on 04 września 2008 at 09:38:04 #
-> Artur J
1. Powiedz żonie/narzeczonej, że jeszcze “5 lat kochanie pozwiększamy przychody a konsumpcją zajmiemy się później”. U mnie by to nie przeszło biorąc pod uwagę dzieci i ustabilizowanie, której kobiety potrzebują.
2. Ludzie doskonale zdają sobie sprawę, że zadłużają się na wiele lat ale mają ważniejsze priorytety, które nie wykluczają inwestowania w siebie.
3. Czy dla człowieka, który zarabia 20 tys miesięcznie 1,500 zł raty kredytu to duży udział w kosztach stałych, wątpię.
4. Chciałeś zostać konsultantem ERP dlatego, że chciałeś czy widziałeś w tym po prostu większą kasę niż w opiekowaniu się naprawami cystern kolejowych?
5. Jak to mówił Pawlak : “Nie lepiej to spokojnie żyć?…”
Pozdrawiam
Artur Jaworski on 05 września 2008 at 21:37:24 #
Hej Tomek,
Dzięki za interesujące punkty. Poniżej moja wersja co ja bym z nimi zrobił.
Ad1) Konsumpcja się nudzi, nawet najfajniejsze gadżety przestają być fajne po jakimś czasie. Nawet super mieszkanie, przestaje być miłe, gdy racjonalnie popatrzymy na wszystkie konsekwencje, które się z nim wiążą np. duże koszty stałe, czas dojazdu, sprzątanie większej ilości metrów niż nam potrzeba itp.
Generalnie to kwestia gustu, każdy urządza sobie życie jak uważa. O jednym pamiętaj żeby za 5 lat nie mówić „O tym to się udało, Ci to mieli szczęście”
Ad2) Jeżeli akceptujemy wszystkie wady i zalety naszych priorytetów to OK. To właśnie wygląda na prostą drogę do szczęścia.
Ad3) Jak zarabiasz 20 tysięcy na miesiąc masz inne spojrzenie na pewne sprawy. W takim przypadku można na przykład pomieszkiwać w ciekawych lokalizacjach bez kupowania tam niczego na stałe. No, ale to tylko przykład a nie najlepsza opcja z możliwych.
Ad4) Bo chciałem. Decydując się na ten model nawet nie wiedziałem jakie tam są zarobki. Ponadto przez ponad rok moje dochody nie zwiększyły się ani trochę w porównaniu do poprzedniej pracy. Szukając zajęcia zawsze patrzę długoterminowo i głównym wyznacznikiem jest zadowolenie. Za dużo czasu spędzam pracując, aby nie sprawiało mi to przyjemności. Na pewno nie wymieniłbym ciekawej pracy i swobody wyboru za żadne materialne dobro łącznie z mieszkaniem. To jak napisałeś wcześniej kwestia priorytetów, ważne aby je znać mieć i akceptować.
Ad5) To jak żyjemy zależy od nas samych. Praca z ERP daje mi tyle przyjemności i spokoju. Tam jest wszystko zero jedynkowe, nie ma miejsca na ścieme i nie domówienia. Po za tym z doświadczaniem nabywa się dużo pewności siebie, po prostu co ram mniej tematów jest dla nie nowych. To świadomość daje kupe spokoju
PS. Z nieruchomościami jest jak z samochodami, jeżeli chcesz na tym zarobić kupuj poniżej wartości rynkowej.
Pozdrawiam życząc dobrych wyborów, Artur
Katarzyna on 25 września 2008 at 09:55:51 #
Witam
Ja zarabiam 2000zł netto
wziełam kredyt żeby wkońcu przestać mieszkać z rodzicami i wiecie co…
przy dobrym planie na cały miesiac udaje sie wszystko opłacić i zostaje kasa na zycie też, żyje skromnie, ale…mam własny kąt
Artur Jaworski on 25 września 2008 at 16:16:25 #
Ja też kiedyś postanowiłem nie mieszkać z rodzicami. Można ta osiągnąć bez zaciągania wieloletnich zobowiązań.
A co będzie jak przyjdzie recesja, lub inne zdarzenie życiowe ?
Jeżeli głównym celem Twojego życia jest mieszkanie w spłacanej przez kilkadziesiąt lat nieruchomości, to ok. Ważne tylko aby akceptować wszelkie ograniczenia, które się z tym wiążą.
pozdrawiam, Artur
Janek on 10 października 2008 at 11:53:49 #
Napiszę coś pierwszy raz.
Zgadzam się z Arturem i rozumiem jego tok myślenia. Łatwo zauważyć jak swobodnie stosunkowo można patrzeć w przyszłość zarabiając dobrze i przede wszystkim wiedząc,
że jest się dobrym w tym co się robi. Wiedza, pewność siebie - swoich umiejętności - to wartość bezcenna nie mieszkanie, z którym może się stać cokolwiek itd.
Do tego też dążę ale droga przede mną baaardzo daleko o ile w ogóle.
Nie kojarzę (może nie doczytałem na blogu) Arturze czy jesteś z kimś związany, masz dzieci itd. Bo ludzie nie pakują się tylko dlatego w kredyty dla swojej przyjemności.
Nazwałbym to bardzo wirtualnie - stabilizacją.
Ciężko mi sobie wyobrazić zmiany miejsca zamieszkania ot tak. Na pewno łatwiej to zrobić nie mając i kredytów i dzieci itd. Ale ostatecznie nawet ta druga osoba będąca z nami w końcu też w końcu nie musie chcieć zmian i musi pracować w nowym miejscu itd. I szukanie mieszkania np szkoły dla dzieci itd też pochłania czas, którego nie odzyskamy nigdy.
To tylko takie moje przemyślenia.
Ogólnie wole też dużo umieć, czuć się swobodnie ze swoją wiedzą - bo wtedy pieniądze same przyjdą.