Pieniądze, to moim zdaniem jeden z ciekawszych wynalazków człowieka. Dzięki nim nie muszę samodzielnie szyć ubrań czy produkować energii elektrycznej. Robię to co lubię a za uzyskane pieniądze kupuję niezbędne towary i usługi. Jednakże ze zdziwieniem obserwuję jak mało osób wykorzystuje te szansę i koncentruje się na pracy, z której mają być pieniądze a nie frajda.
Przypomina mi to błędne koło. Osoby, które otwarcie przyznają, że nie lubią swojej pracy zatracają się w kupowaniu. Bardzo często wydają o wiele więcej niż są w stanie zarobić, zadłużając się na całe dziesięciolecia. Bieganie za kredytami, urządzanie mieszkania na wysoki standard to wszystko zabiera czas i energię, które szczególnie w młodym wieku lepiej spożytkować na zwiększenie wartości rynkowej. Bez tego elementu, nie ma możliwości zwiększenie przychodów. Koncentracja sił i środków na dobrach materialnych skutecznie utrudnia naukę nowych umiejętności.
Obserwując moich znajomych, którzy w młodym wieku zdecydowali się na zakup mieszkania na kredyt zauważam kilka prawidłowości:

  • Pozyskanie kredytu, pilnowanie developera oraz wykańczanie mieszkanie konsumuje potężne ilości czasu, które są inwestowane w ulotne dobra materialne (nie ma gwarancji, że nie stracimy tego bezpowrotnie). 
  • Konieczność płacenia raty kredytowej ma istotny wpływ na elastyczność w podejmowaniu wyborów życiowych. Przykładowo jeżeli sytuacja w aktualnym miejscu pracy ulega nagłej zmianie np. pojawienie się destrukcyjnego bezpośredniego menagera. Duże koszty stałe utrudniają szybkie opuszczenie toksycznego miejsca.

Nie jestem przeciwnikiem kupowanie mieszkania czy brania kredytów. Ważna jest kolejność i priorytety działań. Moim zdaniem o wiele cenniejsze są inwestycje w siebie niż w przedmioty.
Jeżeli ktoś swoją pierwszą pracę wykonuje do samej emerytury to albo miał niesamowite szczęście i od razu trafił na to coś lub zaprzestał poszukiwań. U mojego pierwszego pracodawcy opiekowałem się naprawami cystern kolejowych do przewozu towarów niebezpiecznych. Wykonywałem to w fizycznym świecie kontaktując się z dostawcami i dzierżawcami wagonów oraz w świecie wirtualnym odzwierciedlając koszty i historię napraw w systemie ERP. W międzyczasie pojawił się projekt funkcjonalnego upgradu oprogramowanie do nowszej wersji, którego byłem aktywnym członkiem. Było to niesamowite doświadczenie, które utwierdziło mnie, że właśnie taki rodzaj pracy chcę wykonywać. Oczywiście z uwagi na profil działalności mojego aktualnego wówczas pracodawcy, wymagało to przejścia do firmy konsultingowej, jednakże to były moje jedyne motywatory. Po prostu czułem wewnętrznie, że to chcę aktualnie robić. Co będzie dalej? Wątpię abym do końca moich dni zajmował się oprogramowaniem ERP. Jest tyle ciekawych dróg do wypróbowania, niektóre z nich nawet jeszcze nie istnieją. Na pewno będzie to coś co sprawia, że z przyjemnością wstaję rano z łóżka. Czego i wam życzę.