Byłem namiętnym kawoszem od zawsze. Lubiłem ją dla samego smaku, zapachu. Zazwyczaj piłem z mlekiem, kiedyś z dwiema łyżkami cukru, później bez. Jeżeli sytuacja do tego zmuszała również bez zabielacza
Piłem co najmniej dwa duże kubki dziennie, aż do czasu gdy zobaczyłem ciekawy opis na komunikatorze Ludwika, informujący że jest na odwyku.
[photopress:Cappucino__zdjecie_kawy_z_pianka__fotografie_biurowe_kawy_1416.jpg,full,pp_image]
Wywołało to u mnie ciekawy proces myślowy, którego wynikiem są poniższe wnioski:
- po wypiciu kawy trudno mi skoncentrować się na jednym zadaniu, skaczę po między tematami i jestem nadmiernie nakręcony co w niektórych przypadkach jest bardzo niekorzystne
- mam sucho w ustach
- kawa jest moczopędna
W związku z powyższym postanowiłem sprawdzić jak to jest bez kawy. Od tego rozpoczęcia minęło kilka tygodni, a całe doświadczenie doprowadziło mnie do poniższych spostrzeżeń:
Suma energii jaką dysponujemy w ciągu dnia jest skończona. Możemy dać sobie dodatkowego kopa dostarczeniem dużej dawki kofeiny, jednakże po wzroście następuje spadek i to poniżej naszej średniej linii aktywności. Przypomina to przebieg sinusoidy, po każdym skoku w górę, następuje pik w dół. Ten dolny przebieg wypada różnie, może być zaraz po wypiciu lub rano, wówczas ciężko nam zejść z łóżka i pierwsze co robimy to sięgamy po filiżankę małej czarnej i tak cykl się powtarza… do czasu aż wpadniemy na pomysł że można go wyprostować
Jak pozbyć się kofeiny. Polecam metodę małych kroków. Ja kawę zastąpiłem dobrą herbatą oraz wodą mineralną. Na okres przejściowy idealna jest herbata zielona, która również zawiera kofeinę, jednakże w nieporównywalnie mniejszych dawkach. Po trzech dniach zauważyłem wyraźną poprawę, po 6 tygodniach poczułem że jestem wolny od nałogu (regularnego picia kawy na początek dnia).
Co dało mi odstawienie kofeiny:
- o wiele prostsze podnoszenie się z łóżka, budzę się i jestem żwawy
- bardzo rzadko występujący stan ospałości, który wcześniej był impulsem spaceru do kuchni w wiadomym celu
- odzyskanie kontroli nad samym sobą, wcześniej sytuacje gdy nie miałem dostępu do kawy praktycznie wyłączały mnie z aktywności
Na pewno wypiję jeszcze nie jedną filiżankę dobrej kawy, z tym że będzie to rytuał, uczta, a nie forma doraźnego zastrzyku
pozdrawiam wszystkich kawoszów.