Archiwum kategorii ‘Na luzie’

Jak zaprzyjaźnić się ze stresem

niedziela, 2 grudzień 2007

Zacznijmy od definicji, którą można przeczytać w wikipedi:

“Stres jest definiowany w psychologii jako dynamiczna relacja adaptacyjna pomiędzy możliwościami jednostki a wymogami sytuacji (stresorem), charakteryzująca się brakiem równowagi. Podejmowanie zachowań zaradczych jest próbą przywrócenia równowagi. W terminologii medycznej, stres jest zaburzeniem homeostazy spowodowanym czynnikiem fizycznym lub psychologicznym. Czynnikami powodującymi stres mogą być czynniki umysłowe, fizjologiczne, anatomiczne lub fizyczne.”

Dla mnie istotą tego tematu jest potrzeba zaakceptowania faktu, że stres jest częścią naszego organizmu, nas samych. Pojawił się on w procesie ewolucji dla naszego dobra, jest naszym przyjacielem chroniącym nas przed sytuacjami, które są dla nas szkodliwe. Jest to naturalna reakcja nas samych, na to w jakich warunkach aktualnie przebywamy. Stresującym może być egzamin certyfikacyjny na konsultanta SAP, pierwszy dzień w nowej pracy czy stałe przebywanie w głośnym biurze. Ja na własny użytek dzielę stresory na dwie grupy:

  1. Występujące jednorazowo
  2. Występujące cyklicznie

Przykładowo do pierwszej grupy można zaliczyć tematy, które są dla nas nowe, są w chwili obecnej niewiadomą i naturalną sprawą jest, że wywołują niepokój. Najczęściej jest tak, że później okazuje się, iż strach miał wielkie oczy i doskonale poradziliśmy sobie z tą sytuacją. I właśnie ta świadomość jest moim zdaniem najlepszą metodą na radzenie sobie z paraliżującym strachem przed nowym,. czy jednorazowym często przykrym wydarzeniem. Wystarczy sięgnąć do doświadczeń z przeszłości i przypomnieć sobie ile razy doskonale dałeś sobie rade z początkowo wywołującymi strach tematami. Jeżeli zrobiłeś to dobrze tyle razy, to i tym razem nie ma podstaw do tak dużych obaw.

Do drugiej grupy można zaliczyć tematy, które występują trwale w naszym otoczeniu. Nasz organizm ocenia je jako szkodliwe i w dość brutalny sposób informuje, że coś jest nie tak. Przykładem takiego stresora może być otoczenie w jakim wykonujemy pracę (hałas, nieprzyjemny kolega czy szef).

Na tę grupę stresorów w moim przypadku największy rezultat dostarcza metoda natychmiastowego działania. Nie ma lepszego momentu jak “tu i teraz”. Zidentyfikuj stresora i wprowadź działania naprawcze, eliminujące to co nasz organizm identyfikuje jako szkodliwe czy niebezpieczne. W wielu przypadkach trzeba negocjować z samym sobą i poważnie zastanowić się czy dana sytuacja jest tak naprawdę szkodliwa. Taki szczery dialog wewnętrzny pozwala znaleźć nowe opcje. Oczywiście mogą też być sytuacje, które wymagają konkretnych działań z naszej strony. Wówczas należy je wykonać najszybciej jak to możliwe. Jeżeli nie mamy możliwości zmienić podejścia naszego szefa do pracowników, ja wówczas rozejrzałbym się za nowym pracodawcą.

A co z sytuacjami, które nie mogą być rozwiązane natychmiast, a uniemożliwiają nam spokojne zaśnięcie. Wówczas ponownie negocjujemy z naszą podświadomością i ustalamy konkretny termin załatwienia sprawy. Dla przykładu jutro o 11, i teraz bardzo ważna sprawa, dokładnie o tej porze zajmujemy się tematem. Jeżeli znowu z niezależnych od nas przyczyn termin wymaga przesunięci to ustalamy nową datę pamiętając, że najlepszą skuteczną metodą na stres jest skuteczne zamknięcie sprawy :) .

W moim przypadku stres pojawia się również jako reakcja na zbyt wiele bodźców (wrażeń), które docierają do mnie w określonej jednostce czasu (każdy ma swoją indywidualną liczbę). Wówczas jest to kolejny sygnał od naszego przyjaciela, że coś jest nie tak, że konieczne są działania naprawcze. Co my z tą wyciągniętą ręką zrobimy, zależy już od nas samych.

Nie lubię niedzieli.

niedziela, 28 październik 2007

To stwierdzenie obserwuję bardzo często u najróżniejszych osób, które spotykam na swojej drodze. Swego czasu mogłem odczuć nieprzyjemność jego występowania na własnej skórze.
U mnie wyglądało to w następujący sposób: otóż wczesnym niedzielnym popołudniem odczuwałem psychiczny dyskomfort, rodzaj wewnętrznego niepokoju, lęku przed czymś, co niebawem ma nastąpić.
Postanowiłem znaleźć przyczyny powstawania tego powtarzającego się tydzień w tydzień stanu. Tak więc u mnie pierwotnym podłożem tego uczucia była szkoła… a właściwie lęk przed atmosferą tam panującą i klasówkami z rzeczy, których nie czułem potrzeby się uczyć.
Ważne, aby zdawać sobie sprawę, ze tym stanem organizm daje nam czytelny sygnał, że coś dzieje się nie tak, że na przykład środowisko w którym się poruszamy jest dla nas nieodpowiednie.
Jak już zaobserwujemy taki stan, to najlepszą metodą jest działanie (to najlepsza metoda na każdy stresor). Znajdź przyczynę, następnie opracuj działania zaradcze.
I zrób to wszystko natychmiast. Miłych niedziel.

ZDM Warszawa, jak nie budować marki

czwartek, 20 wrzesień 2007

Trwa gruntowny remont ulicy Puławskiej w Warszawie, zalecanym objazdem jest aleja Niepodległości, którą często podróżuje. Można na niej zaobserwować poniższe znaki:
img_2497_blog.jpg
Kolejny mniej więcej w połowie objazdu:
img_2505_blog.jpg
Na portalu gazeta.pl przeczytałem wypowiedź pani z ZDM w tej sprawie: „Nowe tablice mają pokazać, że wychodzimy frontem do mieszkańców, że łączymy się z nimi w bólu, bo nam, w ZDM, też nie jest teraz miło. Ale jakoś musimy sobie razem radzić w tej sytuacji – przedstawia filozofię żółtej buźki-podkówki Agata Choińska z biura prasowego ZDM”. Cały artykuł można przeczytać tu.Jak dla mnie pomysł fajny, dziwi mnie tylko jego wykonanie. Te tablice ładują do naszej podświadomości konkretne skojarzenie: ZDM = utrudnienia i generalnie kłopoty. W każdym bądź razie tak to działa na mój umysł, za każdym razem, gdy patrzę na tablice utwierdzam się, kto jest sprawcą całego zamieszania.

Ja zrobiłbym to inaczej. Nie zależnie od tego, jakie są nasze intencje, chcemy zrobić coś śmiesznego czy przekazać odbiorcy jakąś głębszą metaforę, nie ma to większego znaczenia. Ważne, aby używać odpowiednich sformułowań.

Moje przykłady napisów na takich tablicach wyglądały by następująco:

  • Już niedługo dzięki ZDM będziesz jeździć po gładkim i lśniącym asfalcie
  • Robimy drogi dla Twoje wygody

Ciekawy jestem, czy ZDM zdaje sobie sprawę, jaką metkę przyszywa swojej marce….
Wy też uważajcie, jakie obraz samego siebie ładujecie do otoczenia. O tym jakich słów warto używać a jakich unikać napiszę w kolejnych postach.

Osobiście na czas remontów gorąco polecam korzystanie z komunikacji miejskiej, szczególnie, że już nie długo będzie jeździć 15 niskopodłogowych tramwajów 120N z bydgoskiej PESY.
img_2508_blog.jpg
Ten sfotografowałem, wyjeżdżający na przejazd techniczny z mokotowskiej zajezdni R-3. Jest to najdłuższy bo aż 32- metrowy polski tramwaj. Ma on 4 przeguby i 6 drzwi. Na całej długości jego podłoga jest niska a wnętrze klimatyzowane. Podróżować nim może 211 pasażerów, w tym 63 na miejscach siedzących. Jest śliczny.

Witajcie!

wtorek, 11 wrzesień 2007

Z bardzo aktywną pomocą Pawła Urbańskiego (za co serdecznie dziękuję), który zainstalował mi na swoim serwerze tego bloga dziś wystartowałem.

Większość wpisów w tym miejscu będzie odnosiła się do moich własnych doświadczeń i przemyśleń na temat projektów IT, szczególnie tych, których celem jest sprawne i dobre dla wszystkich stron wdrożenia pakietu konfigurowalnego.

Celem zachowania równowagi między pozostałymi sferami naszego życia, będą tu pojawiały wszelkie tematy, które mogą pomóc nam w skutecznej zmianie naszego życia na jeszcze fajniejsze.
Pozdrawiam serdecznie, Artur