Artur Jaworski 27 października 2008

Podyplomowe studia ERP

Studia podyplomowe z ERP czy warto ? Ponieważ często słyszę to pytanie postanowiłem napisać posta co ja zrobiłbym z takim dylematem.
Na rynku dostępnych jest kilka propozycji, jednakże zacznijmy od tego, co my sami musimy zainwestować, aby zdać końcowy egzamin:

  • Czas: około 268 godzin lekcyjnych oraz co najmniej 100 na powtórzenie teorii, dojazdy itp.
  • Pieniądze: od 6000 do 8000 PLN plus około 2000 PLN na materiały, dojazdy itp.

Co uzyskujemy w zamian? Zacytuję cel studium z podyplomowej propozycji SGH: „Celem edukacji w ramach studium jest przekazanie słuchaczom wiedzy teoretycznej oraz doświadczeń z praktyki gospodarczej z zakresu metodyki budowy, wdrażania i rozwoju zintegrowanych systemów informatycznych wspomagających kompleksowe zarządzanie przedsiębiorstwem.”
To moim zdaniem bardzo uczciwe przedstawienie sprawy, jednakże w IT teoria to historia i praktyczna przydatność tych tematów jest znikoma. Poza tym cały zakres takich studiów jest ogólnie dostępny w literaturze, która nie jednokrotnie jest darmowo udostępniana w sieci. Ponadto dwu semestralne zajęcia to duża liczba godzin, nie wszystkie są atrakcyjne i przydatne biznesowo a niezbędne, aby uzyskać zaliczenie. Nasuwa się proste pytanie, po co tracić na nie czas ? Szczerze mówiąc to nie znajduję żadnej grupy docelowej, dla której korzyści będą wyższe od kosztu ich uzyskania (pieniądze i czas). Jednakże taka kalkulację każdy musi wykonać we własnym zakresie. Nie widziałem też żadnego ogłoszenia rekrutacyjnego na konsultanta ERP, gdzie podyplomowe studia w tym zakresie są „dodatkowym atutem”. Moim zdaniem to samo można osiągnąć szybciej i taniej.
Co proponuje w zamian:

  • Nauka na własną rękę: z literatury, grup dyskusyjnych i innych dokumentów dostępnych w Internecie.
  • Poszukanie doświadczonej osoby z praktycznymi (a nie teoretyczną wiedzą) umiejętnościami, która da kilka konkretnych wskazówek. Wystarczy dobrze się rozejrzeć, dookoła jest wiele chętnych do pomocy osób, które podzielą się wiedzą (ja też należę do tej grupy).

Nasz system szkolnictwa wyższego wymaga szybkiej reformy, jeżeli to się nie zmieni już niedługo dyplom wyższej uczelni będzie przeszkodą a nie szansą w znalezieniu dobrej pracy. Po prostu spędzenie 5 lat w toksycznym środowisku, gdzie uczy się wkuwania na blachę oraz akceptuje role petenta i długie kolejki pod dziekanatem będzie nie atrakcyjne z punktu widzenia pracodawcy.
Na szczęście są już przebłyski zmian, dziś wybieram się na trzecie zajęcia z Teorii gier na Uniwersytecie Otwartym UW. Na razie wygląda to bardzo rozsądnie, wszelkie formalności przez Internet, chodzę na konkretny przedmiot bez nieinteresujących mnie dodatków oraz otoczony jestem przez ludzi którzy siedzą tam z ciekawości do tematu a nie po papierek.

Artur Jaworski 16 października 2008

Powrót do przeszłości

Ostatnio na jednym z projektów miałem niewątpliwą przyjemność pracowania na bardzo sympatycznej wersji SAP o zapominanym już dziś oznaczeniu 3.1I. Została wypuszczona w roku 1998 i jak miałem okazję zaobserwować w niektórych zastosowaniach ma się bardzo dobrze po dzień dzisiejszy.
Podstawowa różnica to sposób poruszania w systemie. Transakcję należy wybrać z górnego menu, które zmienia się w zależności od naszego wyboru lub tradycyjnie wpisać kod w przygotowanym polu.
SAP menu 3.1I

Wygląd poszczególnych transakcji również zasadniczo różni się od tego, co można obejrzeć w wersjach z SAP Enjoy. Poniżej kilka ekranów dla ME21 tworzenia zamówienia zaopatrzeniowego.

zamowienie ekran 1

Kolejny ekran umożliwia wprowadzenie danych pozycji

zamowienie ekran 2

Szczegóły dla pozycji wymagają kolejnego kliknięcia i ekranu

zamowienie szczegoly pozycji


Generalnie aktualne wersję są bardziej przyjazne użytkownikowi, wymagają mniej klikania i ładniej przedstawiają dane. Jednakże funkcjonalności z głównych procesów biznesowych przebiega bardzo podobnie. Ach klikało się kiedyś w takim środowisku, aż się łezka w oku kręci.

Artur Jaworski 21 września 2008

Te pieniazki, to nie podarunek !

 4027 sapconsultant

Kinga w swoim komentarzu pod postem Zawód konsultant, poprosiła mnie o moje spostrzeżenia do dyskusji na forum gazety. Tak, więc poniżej zacytuję kluczowe elementy tych wątków oraz podam mój punkt widzenia.

Na Forum: „Abstrahując od kasy – jeszcze jedna sprawa: Wielu “początkujących” myśli, ze “zdobyć doświadczenie” i wiedze, to drobiazg. To tylko kwestia pilności (jak w szkole) itp. Byle się “załapać”, a potem to już jakoś, już nie boli. Jak przez pól roku jestem w projekcie i nie spadłem z konia, to już jestem stary wyga, fachowiec i guru. No i “konsultant”. Ale ten zawód to b męcząca harówka na wielu płaszczyznach – techniczna, organizacyjna, analityczna, komunikacyjna, psychologiczna,…”

Zgadzam się, że ilość wiedzy, którą trzeba przyswoić na początku jest spora. Dodajmy trochę konkretów. Do egzaminu certyfikującego z MM (80 pytań w 3h) trzeba przerobić co najmniej sześć szkoleń, każde po około 500 stron. Zależnie od zdolności potrzeba do kilku tygodni, aby wszystko ułożyło się w głowie. Zupełnie inna sprawa to umiejętność przełożenia teorii na praktyczne zastosowanie w projekcie. Tu też potrzeba czasu (doświadczenia), aby to opanować.
Jeżeli uważałabym, że „(..) ten zawód to b. męcząca harówka na wielu płaszczyznach – techniczna, organizacyjna, analityczna, komunikacyjna, psychologiczna,…” już dawno zajmowałbym się czym innym. Dziwi mnie, że ktoś mając taki pogląd dalej w tym trwa. Ponieważ w pracy spędzam tak dużo czasu, nie mogę pozwolić sobie na to żeby nie sprawiała mi przyjemności.

Na Forum: „I mordęga (tez m.in. z powodu podróży itp.) się dopiero zaczyna, wieloletnia “dżungla” “myślowa” (trwająca jak w szachach nie standardowe 8, tez nie 10-12-15(!) godzin faktycznej pracy, lecz często bez przerwy, bo “głowa niewolnikiem zawodu”) przez która musisz się przedrzeć, jest gęsta…..”

Podróży jest sporo, w większości przypadków pracujemy u Klienta. Jeżeli chodzi o czas pracy, to ja mam inne podejście. Fakt, że w zależności od fazy projektu czasem trzeba zostać trochę dłużej, jednakże nie może to być regułą. Długofalowo jest to złe dla nas samych jak i dla projektu. Po prostu pracując ponad normę:

  •     Tracimy entuzjazm
  •     Spada nasza wydajność
  •     Robimy więcej błędów
  •     Fizycznie można pracować nawet 12h, umysłowo nie. Spróbujcie na przykład przez 8h non stop pisać esej lub kreatywnie rozwiązywać problemu, no ale to temat na oddzielnego posta.

Jest to temat dla kierownika projektu, jeżeli zespół pracuje kilkanaście godzin na dobę to znaczy, że jest za mało osób lub zadania są źle przyporządkowane (kompetencje).
Na różnych projektach widziałem osoby, które lubiły przesiadywać do 19, 20. Nie zaobserwowałem jednak u nich większej wydajności. Ja o 17 mówiłem im „Do jutra”.

Na Forum: „”Nawet” po 2-3 latach jest się – co do umiejętności – nadal “początkującym”, który, jeśli jest mądry, podczas rozmów w grupie fachowców raczej nie otwiera buzi (tylko uszy).
Fakt, są trzy poziomy doświadczenia w SAP

  • Pierwszy: Tonę, tonę jest tego tak dużo.
  • Drugi: Pływam, wiem to, wiem tamto, może nawet wszystko
  • Trzeci i ostatni: Wiem czego nie wiem.

Na forum: „Wszystko, co chciałem przez to wyrazić – ze jest tylko jedna droga: “ciernista” droga ciężkiej pracy (psychika, fizyka). I właśnie dlatego, nieprzypadkowo, jest, czasami, ta kasa. Bo wierzcie mi, drodzy aspiranci – to wyjątkowo twardy sport. Żeby nie było u greenhornów później bolesnych iluzji. To naprawdę nie jest zawód dla wszystkich.”

Tutaj moim zdaniem autor kompletnie pojechał po bandzie. To, jaka ta droga będzie zależy tylko od nas samych. Po co wybierać taką „ciernistą”. Kiedy droga zawodowa może być ciernista? Moim zdaniem tylko w jednym wypadku. Gdy nie lubimy tego, co robimy. Jeżeli ktoś ma kłopot z wyjazdami, z pracą z różnymi ludźmi (to też wymaga nauczenia) czy nie czuje konfiguracyjnych programów ERP, taka droga na pewno będzie „ciernista”.
Zgadzam się ze stwierdzeniem, „To naprawdę nie jest zawód dla wszystkich”. Tak samo jak zawód przedszkolanki, lekarza czy pracownika socjalnego.
W drugim wątku autor opisuje bardzo indywidualne doświadczenia. Ja nie miałem takich przygód, nie zaobserwowałem tez ani jednego podobnego przypadku u znanych mi konsultantów.

Artur Jaworski 17 września 2008

Wydatki

Oglądając kiedyś wywiad z bardzo skromnym miliarderem usłyszałem takie zdanie: „Umiejętność wydawania pieniędzy jest równie istotna jak zarabiania”. W pełni się pod tym podpisuję i to niezależnie od budżetu, jakim aktualnie dysponujemy.
Jak to zrobić ?
Ja osobiście używam serwisu wydatki.com

greenshot 2008 09 17 10 20 20 1

Jest bardzo przyjemny w obsłudze oraz ma możliwość tworzenia własnych kategorii grupujących. Ponieważ funkcjonalność raportująca pokazuje zestawienie wydatków za dany miesiąc lub ich przedział. Trend dla poszczególnych kategorii można szybko uzyskać korzystając z tabeli przestawnej w Excelu.
green

Co uzyskujemy ?

  • Informacje na co wydajemy pieniądze
  • Ile z nich generuje wartość dodaną a ile nie przynosi wymiernych korzyści
  • Wartość kosztów stałych, a więc jaka kwota jest nam niezbędna aby przetrwać miesiąc.

Podsumowując, korzyść z posiadania szczegółowych informacji o miesięcznych wydatkach o wiele przewyższa koszt polegający na systematycznym wprowadzaniu danych (chociaż przez jakiś czas).

Artur Jaworski 18 sierpnia 2008

Zawód konsument

 Drzewko

Każdy z nas każdego dnia wywiera wypływ na naszą planetę. Pijemy wodę, jemy posiłki, używamy samochodu. Jak duże jest to oddziaływanie ? W skali globalnej bardzo zróżnicowane. Liderem na rynku jest USA, które stanowiąc 4% światowej populacji konsumuje 40% światowych zasobów i produkuje 30% globalnych śmieci i zanieczyszczeń. W Ameryce tylko 1% kupowanych produktów jest używany dłużej niż przez 6 miesięcy. Gdyby każdy na Ziemi żył na podobnym poziomie konsumpcji, potrzebowalibyśmy od 3 do 5 planet.
Jeżeli chcesz sprawdzić jak dużo bierzesz ze środowiska – czyli ile przestrzeni potrzebujesz  by zaspokoić Twój aktualny styl życia obejmujący różnorodne kategorie konsumpcji (żywność, transport, odpady itp.) skorzystaj z tego kalkulatora.
Nasz aktualny system konsumpcji jest w dużym kryzysie. Jego największą wadą jest ścisła interakcja ze środowiskiem naturalnym. Żeby dostać się do metali wysadzamy góry, żeby zdobyć drewno wycinamy lasy, produkując towary zanieczyszczamy powietrze oraz rzeki. Zabieramy naturalne środowisko zwierzętom jak i ludziom, którzy mieszkali tam od stuleci. Jedyna alternatywa, jaka im pozostaje to przeprowadzka do miast, gdzie mieszkając w slumsach gotowi są podjąć każdą pracę. Taka jest ukryta cena tanich produktów dla wysoko rozwiniętych krajów.
My jako konsumenci nie widzimy w jaki sposób produkowane a następnie utylizowane są towary. Jedyne co możemy uważnie zaobserwować to ilość śmieci jakie wyrzucamy z domu, ponieważ robimy to własnoręcznie. Większość tych śmieci ląduje w wielkim dole dalej zanieczyszczając powietrze i wodę. Ponadto do każdego worka śmieci wyrzucanego z naszego mieszkania należy średnio doliczyć 17 worków powstałych na etapie produkcji.
Aktualnemu podejściu do wytwarzania i utylizacji towarów przydałaby się nowa metoda. Sposób, który nie będzie bazował na tworzeniu z nieodnawialnych zasobów i wyrzucaniu odpadków do dziur w ziemi. Jest tu masa sposobności, które czekają na propozycje rozwiązania.

Artur Jaworski 21 czerwca 2008

Pieniądze szczęście dają

Pieniądze, to moim zdaniem jeden z ciekawszych wynalazków człowieka. Dzięki nim nie muszę samodzielnie szyć ubrań czy produkować energii elektrycznej. Robię to co lubię a za uzyskane pieniądze kupuję niezbędne towary i usługi. Jednakże ze zdziwieniem obserwuję jak mało osób wykorzystuje te szansę i koncentruje się na pracy, z której mają być pieniądze a nie frajda.
Przypomina mi to błędne koło. Osoby, które otwarcie przyznają, że nie lubią swojej pracy zatracają się w kupowaniu. Bardzo często wydają o wiele więcej niż są w stanie zarobić, zadłużając się na całe dziesięciolecia. Bieganie za kredytami, urządzanie mieszkania na wysoki standard to wszystko zabiera czas i energię, które szczególnie w młodym wieku lepiej spożytkować na zwiększenie wartości rynkowej. Bez tego elementu, nie ma możliwości zwiększenie przychodów. Koncentracja sił i środków na dobrach materialnych skutecznie utrudnia naukę nowych umiejętności.
Obserwując moich znajomych, którzy w młodym wieku zdecydowali się na zakup mieszkania na kredyt zauważam kilka prawidłowości:

  • Pozyskanie kredytu, pilnowanie developera oraz wykańczanie mieszkanie konsumuje potężne ilości czasu, które są inwestowane w ulotne dobra materialne (nie ma gwarancji, że nie stracimy tego bezpowrotnie). 
  • Konieczność płacenia raty kredytowej ma istotny wpływ na elastyczność w podejmowaniu wyborów życiowych. Przykładowo jeżeli sytuacja w aktualnym miejscu pracy ulega nagłej zmianie np. pojawienie się destrukcyjnego bezpośredniego menagera. Duże koszty stałe utrudniają szybkie opuszczenie toksycznego miejsca.

Nie jestem przeciwnikiem kupowanie mieszkania czy brania kredytów. Ważna jest kolejność i priorytety działań. Moim zdaniem o wiele cenniejsze są inwestycje w siebie niż w przedmioty.
Jeżeli ktoś swoją pierwszą pracę wykonuje do samej emerytury to albo miał niesamowite szczęście i od razu trafił na to coś lub zaprzestał poszukiwań. U mojego pierwszego pracodawcy opiekowałem się naprawami cystern kolejowych do przewozu towarów niebezpiecznych. Wykonywałem to w fizycznym świecie kontaktując się z dostawcami i dzierżawcami wagonów oraz w świecie wirtualnym odzwierciedlając koszty i historię napraw w systemie ERP. W międzyczasie pojawił się projekt funkcjonalnego upgradu oprogramowanie do nowszej wersji, którego byłem aktywnym członkiem. Było to niesamowite doświadczenie, które utwierdziło mnie, że właśnie taki rodzaj pracy chcę wykonywać. Oczywiście z uwagi na profil działalności mojego aktualnego wówczas pracodawcy, wymagało to przejścia do firmy konsultingowej, jednakże to były moje jedyne motywatory. Po prostu czułem wewnętrznie, że to chcę aktualnie robić. Co będzie dalej? Wątpię abym do końca moich dni zajmował się oprogramowaniem ERP. Jest tyle ciekawych dróg do wypróbowania, niektóre z nich nawet jeszcze nie istnieją. Na pewno będzie to coś co sprawia, że z przyjemnością wstaję rano z łóżka. Czego i wam życzę.

Artur Jaworski 20 maja 2008

Targi pracy dla studentów PW & WAT

Targi pracy to cykliczne imprezy organizowane corocznie na większości polskich uczelni. W tym roku miałem okazję przejść na druga stronę barykady i rozmawiać ze studentami Politechniki Warszawskiej oraz Wojskowej Akademii Technicznej. Zacznę od tego, że była to dla mnie wspaniała okazja do oderwania się od technicznych zadań, poznania ciekawych osób z innych działów w mojej firmie no i podyskutowania ze studentami. Jedną z wielu zalet pracowania w dużej organizacji jest możliwość zbierania różnego rodzaju doświadczeń, warto o tym pamiętać i korzystać. Zobaczenie na własne oczy jak funkcjonuje dział sprzedaży, czy procesy w HR otwiera horyzonty oraz jest ciekawą opcją na nauczenie się nowych rzeczy.

Przejdźmy teraz do głównym bohaterów. Z przykrością stwierdziłem, że ¾ studentów kompletnie nie wiedziało co chce robić po zakończeniu studiów, a początki dyskusji wyglądały mniej więcej tak:

- Co mogę robić u Państwa w firmie

- Sporo, a co konkretnie Cię interesuje ?

- Nie wiem

Doskonale rozumiem, ze mając lekko ponad dwadzieścia lat można nie mieć dokładnego planu na życie zawodowe, ale rozmawiając z potencjalnym pracodawcą trzeba mieć jakiś pomysł na siebie, kilka opcji, a nie oczekiwać na rozwiązania. Warto zdawać sobie sprawę z konsekwencji takiej strategii. Po prostu wypada się bardzo blado na tle o wiele mniejszej, ale bardzo atrakcyjnej grupie osób, którzy wiedzą czego chcą i oferują konkrety przyszłemu pracodawcy. W dzisiejszych czasach coraz częściej wymaga się dostarczania rezultatów, a nie po prostu przychodzenia do pracy. No i ostatnie, ale nie najmniej ważne, aby być w czymś naprawdę dobrym trzeba to lubić, musi to nam sprawiać przyjemność. Któż inny poza nami samymi może stwierdzić co jest dla nas dobre? W przeciwnym razie prędzej czy później pojawi się wypalenie zawodowe lub kryzys wieku średniego. Nasze życie będzie ograniczało się wówczas wyłącznie do sprzedaży 1/3 naszego czasu na materialne gadżety .Jeżeli kompletnie nie wiesz co robić po szkole, to warto pomyśleć o dużej organizacji, w której sporo się dzieje i można popróbować wielu rzeczy. W wielu korporacjach istnieją roczne programy umożliwiające popracowania w wielu działach a następnie wybraniu docelowego miejsca. Praca to bardzo ważna sfera naszego życia, warto zatroszczyć się o jej jakość własnymi działaniami.

Artur Jaworski 08 kwietnia 2008

Jak zrobić kabelek do skanera UBC3300XLT

Standardową możliwością wprowadzania danych do skanera jest dostępna na przednim panelu klawiatura. Na szczęście skaner wyposażony jest w złącze do połączenia z komputerem PC, jednakże kabel i oprogramowanie nie jest wyposażeniem standardowym. Ponieważ taki sposób konfiguracji skanera nie sprawiał mi specjalnej przyjemności postanowiłem rozpoznać rynek.W Polsce nie znalazłem dostawcy dla interesującego mnie produktu, trochę dalej było już lepiej jednakże cena, 34,95 EUR to rozbój w biały dzień. Postanowiłem poszukać planu B, którym okazało się własnoręczne wykonanie kabelka. Na grupach dyskusyjnych wyczytałem, że potrzebne do tego jest Gniazdo żeńskie RS232 oraz Kabel USB zgodny ze standardem aparatów fotograficznych: Casio, Fujifilm, Konica, Panasonic, Toshiba.Kabelek USB za 16 PLN kupiłem w sklepie Elfa (numer produktu: 25-581-20). Gniazdo RS232 to nie problem, ciągle są powszechnie dostępne (koszt około 4 PLN).
Tak wyglądają wszystkie niezbędne elementy:
Start
Końcówka USB będzie zastąpiona złączem RS232, pierwszą czynnością jest usunięcie izolacji z kabelków

Odci?te USB
Następnie należy wlutować kable zgodnie z poniższym układem:

USB mini

Kolor kabelka

Numer PIN w RS232

1

Czerwony

5

2

Zielony

3

3

Biały

8

4

Czarny

2

Numery poszczególnych pinów powinny być napisane bezpośrednio na końcówce RS232. Jeżeli by tak nie było to obowiązuje poniższy schemat:
koncowka zenska2
Lutowanie
Po zalutowaniu pozostaje skręcić złącze RS232 i rozpocząć użytkowanie.Gotowy kabelek
Darmowe oprogramowanie jest średniej jakości, ja do pierwszych testów wykorzystałem demonstracyjną wersję oprogramowania ARC250 dostępne na tej stronie. Jest bardzo fajne, a jedynym ograniczeniem wersji testowej jest liczba transferów do skanera. Za pomoc w wykonaniu kabelka dziękuję mojemu szwagrowi Maćkowi Gawryjołkowi.

Artur Jaworski 28 marca 2008

Podróż służbowa

Podróże służbowe, te dłuższe i krótkie to bardzo częsty element dzisiejszych czasów. Korzyść polegająca na umożliwieniu bezpośredniej komunikacji osobom zaangażowanym w projekt jest wielokrotnie wyższa od kosztów podróży i zakwaterowania. Co zrobić, aby nasz pobyt poza miejscem stałego zamieszkania odbył się komfortowo? Otóż – zabrać rzeczy, które powinny umilić pobyt.

Ja wielokrotnie czegoś zapominałem, za każdym razem było to coś innego. Trwało to do czasu, aż stworzyłem plik, w którym wpisałem wszystkie rzeczy, które są niezbędne oraz te, które poprawiają jakość mieszkania w hotelu.

Przykładowe elementy z mojego wykazu to (kolejność losowa):

  • Klapki, kapcie

  • Pidżama

  • Bielizna

  • Żelazko

  • Książka

  • Palm, MP3

  • Kąpielówki na basen (czepek, okulary)

  • Skaner nasłuchowy

  • Aparat fotograficzny

  • Bilety

  • Karta kredytowa

  • Ładowarka do telefonu

  • Mały czajnik elektryczny

  • Termos

Przed wyjazdem pozostaje zachować się jak pilot samolotu rejsowego i dokonać przeglądu listy. Na szczęście nie przeżyłem tego na własnej skórze, wiem ze sprawdzonego źródła, że spanie w łóżku nawet dobrego hotelu może zakończyć się wysypką. Klapki umożliwiają sprawne dostanie się na poranny posiłek. Małe, lekkie żelazko również może się przydać, gdy hotelowe są wypożyczone. Oczywiście nie zabieram wszystkich tych rzeczy w każdą podróż. Wszystko zależy od konkretnego przypadku, a moim celem jest zmniejszenie czasu potrzebnego na spakowanie walizki.

Artur Jaworski 29 lutego 2008

Pierwsza praca

Praktycznie wszystko, za co się w życiu zabieramy, co najmniej raz wykonujemy po raz pierwszy. Niektóre z tych doświadczeń są przyjemne, inne mniej. Wszystkie one wypełniają nasze życie. Jednakże jest to niezbędny krok, aby sprawdzić, czy dana czynność sprawia nam przyjemność i jest dla nas wartościowa.
Podobnie wygląda sytuacja z tą pierwszą poważną dla uproszczenia przyjmijmy, że podejmowaną po zakończeniu nauki (etap nie jest istotny) pracą.
Z własnego doświadczenia wiem, że przed każdym nieznanym żywimy pewne obawy. Dla nowej pracy typowe to: jakich ludzi tam spotkam; czy wywiąże się z pokładanych we mnie nadziei; czy będę akceptowany przez zespół itp. W większości przypadków okazuje się, że to zamartwianie się jest bezpodstawne i świetnie sprawdzamy się w nowym środowisku. Każdy w swoim dotychczasowym życiu miał mnóstwo sytuacji, które wywoływały dreszczyk niepokoju, a w rezultacie przebiegły gładko.
Pierwsza praca – co jest istotne.

  • Kasa. Zacznę od pieniędzy jednakże moim zdaniem są one najmniej istotne podczas negocjacji warunków zatrudnienia. Często pierwsza praca wykonywana nawet beż żadnego przelewu na nasze konto bankowe, a wykonywana w odpowiednim środowisku, może być bardziej wartościowa niż pozornie dobrze opłacane „przekładanie papierków”. Taki wolontariat to wartościowe kontakty, ciekawe projekty czy unikalne doświadczenie. Każdą pierwszą pracę naleźy traktować jako długoterminową inwestycję, która dopiero po latach przyniesie oczekiwane korzyści.
  • Przyjemność. Jeżeli ktoś wykonuje ten sam rodzaj pracy od pierwszego dnia aż po emeryturę, to albo miał szczęście i od razu znalazł to, co go pasjonuje lub nie wie, że są inne opcje i warto szukać. Dobrze, gdy już pierwsza praca jest zbieżna z zainteresowaniami i sprawia wielką przyjemność. Długofalowo to niezbędne aspekty sprawiające, że nie znamy uczucia wypalenia zawodowego a kryzys wieku średniego to termin znany z telewizji.
  • Korporacja. Moim zdaniem na pierwszą pracę im większa firma tym lepiej. Ciężko jest od razu znaleźć te wymarzoną pracę, która jest tak fajna, że moglibyśmy wykonywać ją nawet za darmo (ideał, realny do osiągnięcia). W dużych firmach mamy większe możliwości na popróbowanie różnych rzeczy, oraz więcej elementów do oglądania.

Na koniec jeszcze raz nawiąże do pierwszego punktu, a więc kasy. Dla mnie pieniądze są bardzo istotne. Umożliwiają mi prowadzenie tego bloga, pojechanie na wakacje czy pójście na mecz Polonii Warszawa. Jednakże dobrze jest zdawać sobie sprawę, ile tak naprawdę nam ich potrzeba i czy koszt ich uzyskania nie pogarsza jakości naszego życia. Dla mnie pieniądze są słabym motywatorem do działania, o wiele ważniejsze Jak zarabiam niż Ile zarabiam.

« Prev - Next »